motywacja, wywiady
komentarze 3

Francuski jest dziełem sztuki wśród języków – Alicja Frączek

Alicję poznałem dwa lata temu przez wspólnych znajomych i od razu poczułem do niej „dydaktyczną miętę”. Przez pewien czas przypominaliśmy sobie podstawy, ale potem szybko wypłynęliśmy na głęboką wodę, by uczyć się języka związanego z modą. Alicja projektuje fajne ubrania dla popularnej marki odzieżowej, ale to nie „la haute couture” skłoniła ją do nauki francuskiego. Czy główną siłą napędową był jej związek z rodowitym Francuzem? Przeczytajcie sami, co powiedziała mi Alicja pewnego sobotniego popołudnia.

Najpierw był Francuz czy francuski?

Francuski. Ale nigdy nie lubiłam tego języka…

Jak to?!

Zawsze byłam bardziej… germańska. To niemieckiego zaczęłam się uczyć w dzieciństwie. Następnie był angielski. A francuski przyszedł do mnie jeszcze później. I wbrew pozorom właśnie nie przez chłopaka! Długo się wzbraniałam przed tym językiem, bo mi się nie podobał i wydawał strasznie trudny.

Co zatem przekonało Cię do francuskiego?

Moja przyjaciółka znała francuski i ciągle gdzieś się u niej przewijał – albo miała w domu gazetę, albo film… I ten język – filtrowany przez jej pasję – powolutku do mnie docierał. Aż sama chciałam spróbować!

Jak zaczęłaś?

Mieszkałam wtedy jeszcze w Gdańsku. Poszłam na kurs intensywny prowadzony przez naprawdę świetną nauczycielkę, która od razu zaczęła mówić do nas po francusku. Na początku myślałam, że pomyliłam grupy i byłam przerażona. Szybko jednak się przyzwyczaiłam. Potem przyjechałam do Warszawy za namową przyjaciółki. Dostałam pracę, poznałam Morgana i zaczęłam uczyć się z Tobą.

Czekaj, czekaj. Zatrzymajmy się chwilę przy Morganie…

(śmiech) Mieliśmy przecież rozmawiać o nauce…

Wyrwałaś Francuza w Polsce! Jak tego dokonałaś?

Oj tam Francuza. Ja nie jestem taką dziewczyną, na którą w jakikolwiek sposób działa termin „Francuz”. W ogóle nie podoba mi się ta łatka, że „Polki lecą na obcokrajowców”.

Ale jakoś los połączył Cię z Morganem… Jak się poznaliście?

To było na imprezie, na której paradoksalnie w ogóle się do siebie nie odezwaliśmy. Wymienialiśmy tylko spojrzenia… Jak w filmie! Jakimś trafem znalazłam go następnego dnia na Facebooku. Wtedy też dowiedziałam się, że nie jest Polakiem.

I czar prysł?

Nie, byliśmy już wtedy sobą trochę oczarowani. Napisałam mu, że idę na urodziny kolegi i okazało się, że on też się tam wybiera…

To musiało być przeznaczenie!

Chyba tak.

Kiedy po raz pierwszy odezwałaś się do niego po francusku?

Trochę z tym zwlekałam…

Najpierw rozmawialiście po angielsku?

Angielski jest cały czas podstawą naszej komunikacji. Ale mamy też „wstawki” po polsku i francusku. Problem w tym, że zrobił się z tego taki „nasz język”, trochę wymieszany. Taki kocioł.

Specjaliści nazwaliby to związkiem wielojęzycznym.

Tak, ale chciałabym z tego zrezygnować. Z wielojęzyczności, nie ze związku! (śmiech) Kiedy rozmawiam z kimś po angielsku, to używam czasem polskich lub francuskich słów, bo tak się nauczyłam przy Morganie, ale dla innego rozmówcy jest to niezrozumiały bełkot.

W domu daje Wam to pewnie dużo łatwości.

I kupę śmiechu! Przeplatamy wszystkie języki między sobą, bawimy się ich słowami, fonetyką… Poza tym, niektóre rzeczy lepiej brzmią po polsku lub po francusku, a niektóre znamy tylko po angielsku. Mówimy tak jak się ubieramy – wygodnie.

A jakiego języka używacie, kiedy się kłócicie?

Angielskiego. To nasza podstawa, także emocjonalna.

Niektóre pary ustalają sobie, że jednego dnia mówią po polsku, a drugiego po francusku. Czy Wy też macie jakiś system?

Jesteśmy zwolennikami życiowego „yolo” i luzu, więc to wszystko zależy od wielu czynników. Staramy się od czasu do czasu rozmawiać po francusku. Na pewno nie wtedy kiedy jesteśmy z ludźmi, którzy mogliby nas nie zrozumieć. Myślę też, że sama muszę się jeszcze sporo nauczyć, by móc w pełni wypowiadać się tak jak chcę. Nasze rozmowy całkowicie po francusku byłyby zbyt banalne, dobre jedynie do porannego jedzenia croissantów. Bez naszego wielojęzycznego poczucia humoru nie bylibyśmy sobą.

img_1646zm

Uczę Ciebie francuskiego, ale miałem też przyjemność prowadzić lekcje polskiego dla Morgana. On naprawdę dobrze mówi po polsku…

Też mnie to zadziwia! Szczególnie jego wymowa! On przecież nie ma francuskiego akcentu. A żebyś słyszał jak gada z taksówkarzami…

Twój facet po prostu się „spolszczył”. Co zmieniło się w Tobie pod jego wpływem?

Na pewno podejście do jedzenia! Zaczynając od śniadania to wszystkie bułeczki muszą być chrupiące. Kupiliśmy więc specjalny toster, w którym możesz podpiec niemal wszystko. Pamiętam, że zrobiłam kiedyś naleśniki z czekoladą i bananami. To były takie polskie placki. Morgan zaproponował, żebyśmy usmażyli banana na słonym maśle, a samego naleśnika podpiekli tak aby był chrupiący. Wydaje mi się, że Francuzi mają manię chrupkości i miękkości zarazem. To tak jak z tym ciastkiem „fondant au chocolat” – twarde na zewnątrz, a w środku się rozpływa…

To bardzo zmysłowe…

Powiedziałabym, że po prostu francuskie. Kuchnia to dla nich pole do popisu. Francuzi nawet jeśli nie są specjalnie utalentowani kulinarnie, to pewne zachowania mają już w sobie. Może to kwestia wychowania? Trochę jak Francuzki, które nawet potargane, bez makijażu wyglądają cudownie.

Jecie razem?

Oczywiście. Jesteśmy ze sobą już trzy lata, ale przez pierwszy rok musiałam walczyć ze swoją wewnętrzną Polką, która po zjedzeniu kolacji chciała już odejść od stołu. Kiedy jadłam z rodziną Morgana, odnosiłam wrażenie, że posiłki ciągnęły się w nieskończoność… Najpierw aperitif, następnie przystawka, danie, deser, potem jeszcze ser, a na koniec jogurt albo owocki. I te rozmowy… To było dla mnie coś nowego. Nie znałam takiego celebrowania chwili przy stole i wokół stołu. Francuzi tacy już są. Z czegoś prostego robią wydarzenie. I to się potem przekłada na inne dziedziny życia. Bardzo mi się to podoba. Chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku…

Francuski też taki jest?

Na początku trzeba trochę się pomęczyć, ale potem jest miękkie nadzienie. Kiedy przejdziesz przez trudne podstawy, możesz rozkoszować się tym językiem. Niestety stawianie pierwszych kroków po francusku nie należy do najłatwiejszych.

Poszłaś na kurs intensywny. To odważne podejście!

Dzięki. Szybkie tempo pozwoliło mi nie rozczulać się nad sobą i skutecznie oswoić z podstawami. Ale potem miałam przerwę.

Kiedy zdecydowałaś się na powrót?

To było rok po poznaniu Morgana, kiedy mogłam już powiedzieć, że jesteśmy ze sobą „na poważnie”. Zaczęłam wtedy odczuwać rzeczywistą potrzebę nauczenia się francuskiego. Chciałam swobodnie rozmawiać z rodziną Morgana, przede wszystkim z dziadkami.

Dzisiaj już potrafisz!

I tak i nie. Ciągle czuję swoje braki w komunikacji i muszę wychodzić poza strefę komfortu. To bardzo dziwne – kiedy rozmawiam z Tobą na lekcji, wychodzi mi o wiele płynniej, a przy rodzinie czy znajomych Morgana nadal się stresuję, że powiem coś źle… Poza tym, w takiej zwykłej rozmowie, w której zależy nam na komunikacji, od razu włącza mi się angielski, jeśli nie znam jakiegoś słowa. Chciałabym mówić czystym francuskim. Marzę o tym, żeby myśleć po francusku. Ale wydaje mi się, że w nauce czegoś tak nienamacalnego jak język nigdy nie ma końca. Francuski jest tak bogaty, że zawsze można znaleźć w nim coś ciekawego.

Co Cię kręci we francuskim?

Jego poetyckość. Czasem Francuzi potrafią słowami namalować obraz przedstawiający to, co po polsku wyrażane jest jednym słowem, na przykład: „pieprzyk” („grain de beauté” – dosł. „ziarenko piękna”) czy „wata cukrowa” („barbe à papa” – dosł. „broda taty”). Mi takie obrazowe podejście bardzo pomaga się uczyć.

img_1603wm

Co powiedziałabyś osobom, które zaczęły naukę francuskiego, bo im się podobał, ale w pewnym momencie stwierdziły, że jest dla nich za trudny.

To zależy od indywidualnego celu jaki każdy ma. Na pewno można uczyć się wolniej, bez nacisku i zbędnych ambicji. Można też połączyć francuski z tym, co się lubi i uczyć się wybranych elementów, tak jak ja z Tobą – francuskiego modowego. Dzięki temu język jest bliżej Ciebie.

Symetryczna znajomość języka obcego nie istnieje. Każdy jest w czymś lepszy, ma większy zasób słów z jednej dziedziny, a nie z innej…

Dokładnie. Zupełnie inaczej uczysz się czegoś, co Cię naprawdę interesuje i do czego masz rzeczywiste odwołania przez doświadczenie życiowe. U mnie to będą ciuchy, a u kogoś bankowość. Gdybym musiała się uczyć francuskiego biznesowego, tobym chyba umarła. A przecież to też jest francuski…

Na naszym kursie sam też się dużo uczę. Moje ulubione słowo to „fiszbiny” czyli po francusku „wieloryby” („baleines”). Co Ciebie urzekło lub zaskoczyło we francuskim modowym?

Historia sztuki i ubioru pełna jest francuskiego. Same słówka nie były więc dla mnie wielkim zaskoczeniem. Natomiast zdałam sobie sprawę, że o modzie można naprawdę pięknie mówić. W komunikacji zawodowej używam albo polskiego albo angielskiego. To wszystko jest czysto komunikatywne i przez to jakościowo bardzo spłaszczone. Natomiast francuski w dziedzinie mody to naprawdę nieskończone złoża słownictwa i struktur. Dążę do tego, ale trochę mnie to też przeraża, bo to naprawdę wysokie progi.

Najważniejsze, że już idziesz w tym kierunku. A pamiętasz swoje pierwsze słowo po francusku?

(śmiech) „Szmata” tzn. „chiffon”.

Całkiem branżowo! Co widzisz kiedy mówię „a dress”, „une robe”, i „sukienka”? Czy myślisz wtedy o tym samym?

Zupełnie nie. „Robe” kojarzy mi się bardziej z „suknią”, która robi wrażenie. Na pewno jest długa i wieczorowa. „Sukienka” jest bardziej codzienna, trochę jako przeciwieństwo spodni. Natomiast kiedy mówisz „a dress” wyobrażam sobie miasto i funkcjonalność.

To zgodne z teorią profilowania językowego. Ta sama rzecz w innym języku niesie za sobą inne wyobrażenie.

Widzisz? Wychodzi na to, że francuski jest bardziej elegancki i zmysłowy… Tak jak francuskie jedzenie nie służy tylko zaspokojeniu głodu. Tak samo jak moda, która nie jest po to, żeby okryć nagie ciało. Francuski nie jest zwykłym narzędziem komunikacyjnym, ale dziełem sztuki wśród języków, sposobem na porozumiewanie się wykreowanym przez Francuzów jak ich cały „art de vivre”.

Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci pięknego mówienia po francusku! I nie tylko o modzie! Dziękuję za rozmowę.

Merci!

3 Comments

  1. Ciekawy wywiad. A skoro chłopak Alicji tak dobrze mówi po polsku, to może czas zacząć prowadzić więcej konwersacji w tym języku nie mieszając dwóch innych? 😉 Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  2. Bardzo utożsamiam się z Twoją koleżanką 😉 Sama jestem w związku z Francuzem, a perypetie lingwistyczne przez nią przedstawione są IDENTYCZNE jak nasze, z tym, że dla nas (zamiast angielskiego) podstawą jest włoski (więc jeszcze nieco bardziej „egzotycznie”) 😉 PS. Bardzo ładnie wymawiasz francuskie słowa, dorzucam do mojej listy materiałów naukowych, będę zaglądać!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s