motywacja
komentarzy 7

Czy można nauczyć się języka od początku samodzielnie?

Sylwia z Gdyni zakochała się w nowym prezydencie Francji. Adam z Opola dostał propozycję awansu pod warunkiem, że nauczy się francuskiego. Daria z Piaseczna rozstała się z facetem i chciała postawić na swój rozwój. Wszyscy troje wpadli na pomysł nauki francuskiego na własną rękę. Czy dali radę?

Bardzo często otrzymuję wiadomości z zapytaniem o to, jak szybko nauczyć się francuskiego. Nie znając piszących do mnie osób, nie jestem w stanie powiedzieć jakie mają zdolności językowe, ile czasu mogą poświęcić na naukę i – co za tym idzie – jakie formy pracy byłyby dla nich skuteczne. Domyślam się, że mają motywację. Czy tylko to wystarczy, żeby zrealizować tak kompleksowe przedsięwzięcie jak nauka języka obcego od zera? Z jakimi problemami stykają się osoby wybierające samotną drogę rozwoju, która przecież nie jest usłana różami? Istnieją oczywiście geniusze, którzy są w stanie posiąść różne kompetencje (nawet te językowe) całkowicie własnymi siłami – ale ci są nieliczni. Przyjrzyjmy się trzem typom osób, które spotykamy na co dzień w pracy, w szkole albo nawet we własnym odbiciu.

Sylwia: „Inaczej to sobie wyobrażałam…”

Sylwia

„Jaki on jest słodki! Taki… francuski!” – pomyślała Sylwia, oglądając wyniki wyborów prezydenckich we Francji. Emmanuel Macron uwiódł ją swoimi poglądami i językiem, który brzmiał ciepło i delikatnie, a przy tym był bardzo męski. Sylwia wiedziała, że musi się nauczyć francuskiego, żeby móc zrozumieć każde wystąpienie nowego prezydenta – a może nawet go spotkać na żywo? Na strychu znalazła podręcznik do francuskiego z pierwszej klasy liceum swojego brata i zaczęła się uczyć. Na książce zostało trochę notatek po polsku, więc wiedziała, na co zwrócić uwagę. „Tylko czemu ta wymowa jest taka dziwna?” Sprawdzając słowo „voiture” spojrzała na dziwny zapis fonetyczny w słowniku [vwatyr] i nauczyła się go na pamięć: „Vwatyr – brzmi jak niemiecki, ale co tam”. Wiele rzeczy się tak nauczyła.

Każdej nocy kładła się ze słownikiem i sprawdzała wyszukane synonimy prostych słów, żeby lepiej brzmieć na spotkaniu z Emmanuelem. Wyobrażała sobie dialogi z prezydentem, notowała przydatne konstrukcje do użycia w czasie różnych wydarzeń: na koktajlu po wernisażu, w kuluarach po konferencji prasowej, na oficjalnym garden party z ambasadorami… W kilka miesięcy Sylwia była pewna, że opanowała sztukę eleganckiego small talku do perfekcji.

Spakowała się i wyjechała na kilka dni do Paryża, żeby chociaż popatrzeć na Pałac Elizejski, w którym urzęduje Prezydent. Jakież było jej zdziwienie, kiedy okazało się, że kilka osób z rzędu, napotkanych na ulicy, w ogóle jej nie rozumie. „Pewnie jacyś imigranci albo nieuki, skoro nie rozumieją mojego klasycznego francuskiego” – pomyślała. Gdzie indziej było jednak tak samo: w Luwrze, w Comédie Française, a nawet przy Pałacu Elizejskim, gdzie rozmawiała ze strażnikiem, który zapytał ją po angielsku czemu wystaje od kilku godzin pod płotem. Podłamana całą sytuacją, Sylwia pokazała strażnikowi swój zeszyt z dialogami, które wymyśliła na podstawie znalezionych w słowniku struktur, a ten wybuchł śmiechem, bo dawno już nie widział wielu słów, które kojarzyły mu się tylko z lekcjami filozofii w ostatniej klasie gimnazjum. Ucząc się sama, Sylwia po pierwsze nie była świadoma tego, jak poprawnie wymawiać francuskie słowa, po drugie nauczyła się sztucznych form, które nie są używane w codziennej komunikacji. A na koniec okazało się, że wykute na pamięć dialogi na nic się jej nie zdały, bo nie wzięła pod uwagę nieprzewidywalności w komunikacji z żywą osobą, która mówi to, co chce i jak chce.

Adam: „Chciałem konkretnych wyników”

Adam

Firma produkująca okna, w której Adam pracował od kilku lat, została wykupiona przez szwajcarskich inwestorów. Adam dostał propozycję awansu, ale musiał spełnić jeden warunek – nauczyć się francuskiego w stopniu komunikatywnym. W grę wchodziła atrakcyjna podwyżka, więc Adam zabrał się do sprawy swojej nauki w sposób bardzo konkretny. Zobaczywszy słynną reklamę polskiego serwisu aukcyjnego, wiedział, że musi kupić sobie specjalne materiały do nauki. Udał się do dużej sieci księgarni i poprosił sprzedawcę o pomoc. Adam wyszedł ze sklepu obkupiony: szybki kurs na CD, słownik, rozmówki, fiszki i książka z zadaniami. Całość razem z aplikacją na smartfona kosztowała go kilkakrotnie mniej niż lekcje w szkole językowej. „Zaoszczędziłem! Na coś się przydał ten licencjat z ekonomii” – pomyślał, wracając do domu.

Adam z zapałem rozpoczął naukę. Ale jednego popołudnia musiał dłużej zostać w pracy, pewnego wieczora znajomi wyciągnęli go na imprezę, raz musiał posprzątać w domu, bo przyjeżdżała do niego mama, potem musiał się nią zająć… i francuski spadł na dalszy plan. Potem ciężko było już wrócić. Książka z zadaniami nie zachęcała do nauki. Fiszki leżały na stole, aż w końcu przykryły je paragony i inne drobiazgi wyciągane codziennie z kieszeni marynarki. Aplikacja wysyłała powiadomienia nawołujące do pracy, aż w końcu Adam ją skasował, mówiąc do siebie „Szkoda, że nie mogę tak zrobić z szefem, który ciągle truje mi o deadline’ach”. Z kilku samodzielnie przerobionych lekcji Adamowi zostało w głowie parę słów i frustracja, której po francusku wyrazić nie potrafił. Nie rozumiał swojej porażki, bo przecież postępował zgodnie z mechanizmami korporacyjnymi: miał dobre założenia, określony cel i porządne narzędzia. Co nie wypaliło? Adam zapomniał o ważnym elemencie – „odpowiednim zarządzaniu projektem”. Bez motywującego nauczyciela, Adam porzucił francuski i wizję awansu.

Daria: „Byłam językową bulimiczką!”

Daria

Po bolesnym rozstaniu z facetem, kilkudziesięciu wizytach u psychoterapeuty i zrzuceniu kilkunastu kilogramów, Daria poczuła, że jest gotowa do zrealizowania swojego marzenia – nauki francuskiego. Filip (jej były) zawsze ją od tego odwodził, kiedy byli jeszcze razem. „To trudny język, nie dasz rady” – mówił powołując się na własną porażkę. Uwolniona z toksycznego związku Daria tym bardziej chciała udowodnić nie tyle Filipowi, co samej sobie, że da radę. Rozochocona ostatnimi sukcesami w utrzymywaniu wymarzonej wagi, podeszła do nauki francuskiego jak do odchudzania – intensywnie. Poradziła się koleżanki jakie książki kupić i codziennie zanurzała się we francuskiej gramatyce i specjalnych zadaniach na słownictwo. Już od początku opanowała wszystkie czasy, a nawet ten cały subjonctif. Teoria w małym paluszku. Umiała wyrecytować odmianę każdego czasownika. Poznała słowa z różnych sfer życia: majsterkowanie, ekologia, literatura… – każdego dnia odhaczała kolejny rozdział. Nauka kolejnych struktur sprawiała jej jeszcze większą frajdę. Dodatkowo motywowali ją znajomi na Facebooku.

W końcu na imprezie u Marysi (koleżanki ze studiów) poznała kilku Francuzów. Daria przywitała się z uśmiechem, poprawiając kant czerwonej spódniczki. „Powiedz im, że mogą zostać na noc, a rano pójdziemy na brunch do Białego Konika” – poprosiła Marysia. Daria stanęła przed wielkim wyzwaniem. Uczyła się francuskiego, ale nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa. W głowie miała gonitwę myśli: jakich zaimków użyć, co z następstwem czasów, jak powiedzieć „brunch”… Otworzyła usta i przestraszyła się. Uciekła do łazienki i spojrzała w lustro. Wodoodporny tusz do rzęs nie dał rady jej łzom. Zdała sobie sprawę, że nie wiedząc, na co ma zwrócić uwagę, uczyła się absolutnie wszystkiego. Przyjmowanie wiedzy – tak jak zjadanie suplementów – stało się jej słodkim nałogiem, dzięki któremu próbowała udowodnić sobie i innymi swoje wysiłki i wzmocnić poczucie własnej wartości. Przez cały czas akumulowała wiedzę w sposób pasywny, nigdy wcześniej nie stając w sytuacji wykorzystania jej. Co z tego, że znała wszystkie czasy i tryby, potrafiła odmienić każdy czasownik i podać nazwy zwierząt zagrożonych wyginięciem? Jej francuski był jak łacina – martwy.

Samouk sam naraża się na ryzyko

problem

Przytoczone przykłady pokazują częste problemy zwykłych osób, które na własną rękę zaczynają naukę języka obcego. Nie wiedząc jak się uczyć, wybierają niekoniecznie odpowiednią dla siebie formę nauki, zdając się na rady sprzedawców lub znajomych. Zapominają, że książki i inne materiały tworzone są dla ogółu ludzi i mają za zadanie poruszać tematy w sposób wyczerpujący, dlatego też często zawierają zbyt dużą porcję wiedzy jak na pierwsze kroki w poznawaniu danego języka. Bez nauczyciela u swego boku, samouk nie wie, co jest ważne na jego etapie, a do czego może wrócić później, więc stosuje metodę „odkurzacza językowego” – uczy się wszystkiego, przez co sam zakłada na siebie blokadę. To tak jak dać początkującemu kucharzowi wszystkie możliwe produkty, których nawet nie zna, a z których ma przyrządzić smaczne danie. Sam w najlepiej wyposażonej kuchni kroczy po omacku, bierze wszystko i zdaje się na los. Nagromadzenie wiedzy potrafi przerazić i zablokować na dalsze działania, a często popełniane elementarne błędy, bez pomocy specjalisty mogą być ciężkie do oduczenia.

Warto pamiętać, że język obcy to nie tylko namacalna wiedza w postaci gramatyki i słownictwa, ale cały bagaż doświadczeń nabywanych przez wykorzystywanie poznanych struktur w praktyce. Krok po kroku. Owszem, samotna nauka nie wyklucza komunikacji, ale sprowadza ją do sztucznego dialogu wewnętrznego. A język jako owoc potrzeby rozumienia między ludźmi jest żywy i opiera się na emocjach. Samouk nie jest więc w stanie zapewnić sobie prawdziwej interakcji i nieprzewidywalności jaka z niej płynie. Wymyślone i wykute na pamięć dialogi mają sens na scenie, a nie w życiu.

Język jak rower

rower2.jpg

Każde dziecko w pewnym okresie pragnie nauczyć się jeździć na rowerze. Ale rodzice nie kupują mu od razu wypasionej kolażówki, z której kilkuletni szkrab mógłby spaść, wyrządzając sobie krzywdę i fundując traumę do końca życia. Na początek wystarczy prosty rowerek z czterema kółkami (lub bez – w zależności od dziecka) i kibicujący bliscy, którzy pomagają i dopingują każdy wysiłek. Potem dziecko nabiera pewności i prędkości, ale rodzice nadal asekurują jego przejazd, aż w końcu maluch zaczyna sam utrzymywać równowagę i może jeździć sam.

Nauczyciel jest właśnie takim rodzicem na początku rozwoju językowego. On nie nauczy się za swoich uczniów, ale pomoże im i będzie ich motywował. Poziom początkujący to najważniejszy etap w nauce. To wtedy rozgrywa się być albo nie być każdego uczącego się, konfrontacja jego marzeń z rzeczywistością, możliwości z umiejętnościami. Dlatego też warto zaczynać swoją przygodę językową z dobrym nauczycielem. To on pomoże wybrać odpowiednią metodę w oparciu o nasze zdolności i zainteresowania. Wskaże nam elementy, które są istotne na indywidualnym etapie naszego rozwoju. Konfrontując teorię z rzeczywistym użyciem, będzie mediatorem między nami, a poznawanym przez nas językiem. Nie ukarze nas, jeśli popełnimy błąd, ale zwróci uwagę na poprawność, tak żeby rozwój przebiegał prawidłowo. Będzie nas wspierał, aż w końcu wypuści z rąk nasz „rower” i oddali się, a my zobaczymy, że potrafimy już „jeździć” samodzielnie. Potem już możemy z czystym sumieniem pozostać na satysfakcjonującym nas etapie, rozwijać się samemu, albo uczyć się bardziej zaawansowanej jazdy pod okiem wykwalifikowanego trenera.

7 Comments

  1. m says

    Możliwe, że trafiłam w swoim życiu na nieodpowiednich nauczycieli, ale dla mnie nauka języka z nauczycielem to koszmar i nigdy więcej na pewno nie poddam się procesowi nauki francuskiego w formie zorganizowanych lekcji. Uczę się sama, pomaga mi to, że jestem nauczycielem, więc znam siebie i techniki uczenia, ale wydaje mi się, że i bez takiej wiedzy można poradzić sobie samemu. Nie jestem przeciwna uczeniu w obecności korepetytora, ale wydaje mi się, że obecnie nie docenia się siebie, a przecenia możliwości nauczycieli.

    Lubię to

  2. Iza says

    Wiele rzeczy można robić samemu, a jednak większość wolimy w towarzystwie 🙂 interakcja z drugim czlowiekiem jest kluczowa z wielu roznych powodow. Poza tym lektor to nie tylko osoba biegle poslugujaca sie danym językiem, ale przede wszystkim specjalista od przekazywania tych umiejętności. I o ile można na youtube obejrzec, jak polozyc plytki i jakos to wyjdzie – to nauka jezyka jest bardziej zlozona i ‚niejednorazowa’. Mimo iz sama jestem lektorem i wiem, jak uczyc (a może właśnie dlatego) – nie chcę sie uczyć sama 😊 pozdrowienia

    Polubione przez 1 osoba

  3. MartaNoga says

    Świetny tekst! Zauważyłam drobną literówkę – „nauczyciel nie ukarze nas” od karać, nie kazać 😉
    Ja nuczycieli mam świetnych, o czym chyba przekonał się Pan sam prowadząc u nas w IR w Łodzi warsztaty – pełni pasji, ciekawych pomysłów i niesłabnącego entuzjazmu. ❤

    Polubione przez 1 osoba

  4. Karo says

    Wydaje mi się, że ten ostatni przykład nie dotyczy tylko samodzielnego pochłaniania wiedzy, ale i zajęć, a szczególnie podręczników! (mój własny przykładem Totem 2 – koszmar!), w których za szybko poznaje się kolejne elementy francuskiej gramatyki, a zupełnie nie ma czasu, żeby je przećwiczyć w ćwiczeniach i mówieniu. Trzeba też zauważyć, że najnowsze podręczniki poświęcają więcej miejsca obrazkom, niż klarownemu rozpisaniu reguł czy słówek.
    To wszystko też przemawiałoby za zajęciami indywidualnymi albo w jak najmniejszych grupach, bo przecież w ciągu godzin zajęć często brakuje czasu, żeby wszyscy zdążyli się wypowiedzieć. To właśnie niestety skutkuje blokadą językową, bo przecież, jak mamy rozmawiać, skoro potrzebujemy kilku minut na sklecenie zdania, powstawianie zaimków i przeczenia (mem z subjonctifem 🙂 ). Właśnie próbuję się z tym mierzyć. Uczę się francuskiego już kilka lat, zdawałam nawet podstawową maturę, a coraz bardziej mam wrażenie, że tak naprawdę niewiele potrafię powiedzieć, bo te wszystkie struktury jeszcze, jak to się mówi, nie zostały przetrawione. Pozdrawiam! 🙂 🙂

    Polubione przez 1 osoba

      • Karo says

        Bardzo dziękuję! ❤ Jak tylko będę w Warszawie, na pewno wpadnę do Oranżerii, choć – kłania się to, co napisałam wcześniej o blokadzie – na samą myśl czuję stresik. 😉 😉

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s